Wczoraj wracałam po weekendzie spędzonym w domu na uczelnię – pociągiem- w poniedziałek zajęcia.
Traf chciał że tym samym pociągiem jechał też on...Michał.
Poznaliśmy się we wrześniu 2007, ponad cztery lata temu. Chodziliśmy do różnych szkół, ale wspólne mieliśmy zajęcia dodatkowe. Cały czas jaki mogliśmy spędzić razem opierał się więc na zajęciach, które odbywały się dwa razy w tygodniu. Oczywiście nie po to tam chodziłam, chciałam dobrze przygotować się do matury, to wszystko. Poznanie Michała było efektem ubocznym :)
Na początku rozmawialiśmy mało, on trzymał się z innym kolega z grupy - z Marcinem. Marcin był zdolny, szybko uznał że niepotrzebne mu zajęcia, z dnia na dzień, może to był już październik, nie pamiętam, zrezygnował. To otworzyło nam- mi i Michałowi- drzwi do bliższego poznania się - zaczęliśmy rozmawiać w trakcie zajęć, dyskutować na różne tematy, siadaliśmy obok siebie, było miło. Szybko wymieniliśmy się numerami telefonów i jako że oboje jesteśmy z pokolenia Internetu- także numerami komunikatora Gadu gadu. Zaczęliśmy czasem wymieniać smsy czy wiadomości na gg.
Michał był nieśmiałym chłopakiem, jednak z miejsca go polubiłam, myślę ze z wzajemnością. Był rok młodszy ode mnie, nie myślałam o nim jak o potencjalnej szansie na związek, żadne z nas nie dawało też drugiemu nadziei na coś więcej. Właściwie od razu powiedziałam że związki z młodszymi mnie nie interesują(wyszło to w dyskusji), a on? myślę że się po prostu dostosował. Może miał nadzieję na coś więcej, może nie, nigdy w to nie wnikałam.
Niedługo po tym jak się poznaliśmy, zaprosił mnie do siebie na film. Kupiliśmy winko, żartowaliśmy, śmialiśmy się wspólnie, jako że to była komedia. Było po prostu miło. Jednak nie jak z chłopakiem....., ale może jak z kumplem?
Mijały tygodnie, a my często wymienialiśmy smsy, w weekendy potrafiliśmy spędzać godziny na gadu gadu, dyskutując o życiu marzeniach, planach. Uważałam go za dobrego ducha, który potrafił pocieszyć, nawet nie wiedząc że pociesza, rozśmieszyć, nie wysilając się zbytnio. Oboje byliśmy wtedy sami, nie było więc ograniczeń jeśli chodzi o tematy, nikomu też nie musiałam się tłumaczyć z czasu spędzonego przed monitorem. Było to dosyć wygodne. Zadziwiające że lepiej, łatwiej jakoś rozmawiało się nam na gadu gadu, niż w cztery oczy.
Późną wiosną, niedługo przed zakończeniem kursu dodatkowego, na jaki razem uczęszczaliśmy, pani Z. koordynator kursu, robiła nam próbny egzamin. Było to w sobotę, zatem dzień wolny od szkoły, umówiliśmy się wiec z częścią grupy na rano na wypicie winka w parku. Był piękny słoneczny dzień, więc szybko kupiliśmy wino i skierowaliśmy się do parku. Ja wypiłam chyba najwięcej, jednak wino nie było za dobre. Niedługo potem znaleźliśmy się na egzaminie, nie wiem czy było widać po mnie że coś wypiłam przed, ale dziś trochę mi głupio, bo domyślam się że tak. Dziś na pewno bym sobie na coś takiego nie pozwoliła, jednak młodość rządzi się swoimi prawami:)
Nadeszły wakacje, kurs się skończył, a my nadal byliśmy w kontakcie : przez Internet i telefon(głównie smsy). Spotkaliśmy się też kilka razy.
Pisząc, przeżywam to wszystko znowu, ponownie mam 18 lat i czuję że spotkałam kogoś naprawdę wyjątkowego. Jakie beztroskie jest życie nastolatki...
Zawsze byłam spokojna, nad wiek dojrzała, Michał nieśmiały, w jakiś sposób pasowaliśmy do siebie i rozumieliśmy się dobrze. Nigdy jednak nie byliśmy razem, nie pociągał mnie jako mężczyzna, choć muszę przyznać że był naprawdę przystojny. Wysoki blondyn o niebieskich oczach i szczupłej sylwetce z pewnością wielu się podobał. Mi też, choć nie patrzyłam na niego w ten sposób.
Nasze drogi się rozeszły, oboje znaleźliśmy sobie kogoś, zdaliśmy maturę, poszliśmy na studia. Ja na politechnikę, on uniwersytet, niestety w innych miastach. Ciągle jednak mieliśmy jako taki kontakt, to smsowy, to przez gg, czasem tez widzieliśmy się gdzieś przelotnie.Wczoraj, była to niedziela, 11 grudnia 2011 roku, kiedy wracałam na politechnikę, spotkaliśmy się na dworcu. Były akurat urodziny Michała. W pierwszej kolejności złożyłam mu więc życzenia. Kiedy zobaczyłam go na stacji, czekającego na pociąg, uśmiechnęłam się szeroko. Zawsze, kiedykolwiek go nie spotkałam, wywoływał u mnie nieocenioną radość. Mogłam go widywać raz w miesiącu albo codziennie, nie miało to znaczenia, reakcja zawsze była ta sama. On zawsze to odwzajemniał. Notabene ma fenomenalny uśmiech.
Okazało się że jedziemy w tym samym kierunku, tylko on dalej. Już w pociągu porozmawialiśmy trochę, opowiedział jak żyje na wybrzeżu, trochę o studiach, o związku. W naszej rozmowie czuć było wręcz iskry, odżyły dawna sympatia i porozumienie. Potem, już w wynajmowanym mieszkaniu, poczułam taką wdzięczność do losu, do Boga. Najpierw zesłał mi Michała, żebym się przekonała jaki to wartościowy i przy tym superskromny chłopak, a teraz pozwolił się nam spotkać i pokazał mi go już jako mężczyznę. Michał jeszcze wyprzystojniał i zrobił się atletycznie zbudowany. Miło było nie tylko porozmawiać, ale też popatrzećJ
Kim dla mnie jest? Hmmm…przyjacielem? A może dobrym duchem który po raz kolejny zaszedł m drogę? Żeby poprawić humor i pokazać promyk słońca w tym depresyjnym, zimowym krajobrazie? Nie wiem, w każdym razie cały wieczór byłam ogromnie wdzięczna za tą rozmowę, że dane mi było właśnie tego dnia go spotkać, znowu się wspólnie pośmiać i porozmawiać. To spotkanie, choć krótkie i ulotne, dało mi więcej niż jakakolwiek rozmowa w ostatnim czasie, a uśmiech nie schodził z twarzy długie godziny.
Choć niewiele się zmienił, dla mnie jest dojrzalszy i bardziej męski. Czemu z nim nie jestem ani nigdy nie byłam? Hmmm….bo jako para raczej byśmy się nie sprawdzili, nie jest typem jakiego szukałam. Natomiast jako kumpel, który od czasu do czasu się ze mną spotka i porozmawia, powie coś miłego jak najbardziej. Dziś z perspektywy czasu, myślę że to że nie byliśmy razem otwiera przed nami ścieżkę bycia po prostu kumplami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz