poniedziałek, 5 listopada 2012

Dzień, (nie)zwykły dzień

Poniedziałek, 5 listopada 2012 r.
Początek nowego miesiąca i nowego tygodnia zarazem.
B. zakochana, cała w skowronkach, z czego bardzo się cieszę...
Poznali się w środę, 31- go października, na imprezie Halloween'owej w kołobrzeskiej latarni. Okazało się że M., krakowianin, mający rodzinę na Pomorzu,  kojarzył B. z zabawy z zeszłego roku, pamiętał nawet dokładnie jak była ubrana.
 B. zainteresował zapachem swoich papierosów - waniliną. Po imprezie wrócili do domu B. już razem, przytuleni.
Następnego dnia rano M. poszedł na swoją kwaterę, a B. spędziła dzień sama. Byli umówieni na wieczór. Marcin pojawił się o umówionej godzinie, obejrzeli razem film. Potem się przytulali, rozmawiali, rodziło się uczucie. Okazało się że łączy ich bardzo wiele. Oboje ateiści, bez perspektyw na małżeństwo i prokreację, miłośnicy Bonda, szybkich samochodów i filmów fantasy, zdają sobie powoli sprawę, że są dla siebie stworzeni.
Dziś są na randce, poszli razem do kina na najnowszego Bonda...:) cieszę się za nią, cieszę się że sama od dwóch ponad lat jestem szczęśliwie sparowana, cieszę się że niedługo obie kończymy studia, że nas obie czeka przeprowadzka - mnie do Londynu a B. -  do Krakowa....Nowe życie przed nami...Oby zaświeciło Słońce.

sobota, 3 marca 2012

Paweł

Poznaliśmy się kiedy zaczynałam studia, jakieś trzy i pół roku temu. Zaczęło się niewinnie, wprowadziłam się na nową stancję, poznałam współlokatorów. Jednym z nim był właśnie on. Kiedy go poznałam byłam już z kimś. Był on jednak młodszy ode mnie i podczas gdy ja studiowałam, on był jeszcze w szkole średniej. Nie wiem czy to odległość, czy zmiana priorytetów życiowych, ale w grudniu, tuż przed Świętami, rozstałam się z ówczesnym chłopakiem. Problem w tym, że w międzyczasie zdążyłam zapoznać moich współlokatorów – trzech mężczyzn, Pawła, Bynka i Wilka- z moimi koleżankami z roku - Magdą i Eloną. Magda zaczynała się wtedy spotykać z takim jednym Okularnikiem, ale nie była z nim na tyle związana, żeby nie mogła się zainteresować Pawłem. Byłam o te ich kontakty bardzo zazdrosna, między innymi dlatego zerwałam z chłopakiem. Powodów było oczywiście więcej, nie chciałabym się jednak na ten temat rozpisywać. W okresie od października do grudnia byliśmy parę razy wspólnie(z chłopakami i Magdą) potańczyć, piliśmy tez razem, było dużo rozmów. Nie wiem dlaczego, ale bardzo lgnęłam do Pawła. Magda też…Dopóki jednak byłam z chłopakiem, nie zrobiłam nic nieodpowiedniego. Ale w połowie grudnia byłam już wolna, więc można było zacząć cos nowego. Tak przynajmniej wtedy myślałam.
Obecność Magdy miała duzy wpływ na to co się działo potem. Przez jakiś czas wodziła Pawła za nos, pisali razem na gadu gadu, powierzył jej swoje sekrety. Zawsze czułam się tą gorszą. Miałam też wrażenie że niejako rywalizuję o chłopaka z przyjaciółką. Oczywiście formalnie żadnej rywalizacji nie było, nie lubię się nikomu narzucać, a tym bardziej walczyć o ten sam kawałek chleba. Nie wiem co takiego jest z Magdą, z perspektywy czasu widzę jednak że zawsze ilekroć któraś z nas – ja czy Elona- miała możliwość pobycia z jakimś chłopakiem, wkraczała Magda i nagle też miała ochotę na to samo. To strasznie denerwujące. Najgorsze że ona nie rozumie w czym rzecz. Mężczyźni pod tym względem są bardziej w porządku – jak kumpel powie do kumpla, że ma ochotę porozmawiać z jakąś dziewczyną to jego kolega nie rzuca się na nią tylko ustępuje, bo ma honor i szacunek do siebie i innych. To w mężczyznach zawsze podziwiałam, tą ich solidarność. Kobiety niestety tego nie posiadają. Przynajmniej niektóre.  
Szykował się akurat Sylwester, dostałam zaproszenie do Bynka, jednego ze współlokatorów. Miał być też Paweł. Bawiłam się świetnie, sporo wypiłam. Przenieśliśmy się we trójkę – ja, Magda i Paweł – do sąsiedniego pokoju, żeby trochę odsapnąć.  Położyliśmy się wygodnie na kanapie, ja z lewej strony, Magda z prawej, Paweł w środku. Magda sporo wypiła, a że ma słabą głowę i wyczynia po alkoholu różne rzeczy, zaczęła się do Pawła mocno przytulać, pokładać na nim, itp. Bardzo mnie to irytowało, Jemu widziałam że też to przeszkadzało. Chciałam się wycofać, ale Paweł mnie powstrzymał. Zostałam, leżeliśmy sobie jakiś czas, chyba też trochę rozmawialiśmy. Sylwester minął, przyszedł nowy rok, wróciłam do domu.
We mnie narastało poczucie samotności, nie miałam za bardzo z kim o tym porozmawiać. Myślę że około lutego zbliżyliśmy się do siebie z Pawłem. Pewnego dnia byłam w jego pokoju, rozmawialiśmy. Dzielił go z dwoma współlokatorami, nie stanowiło to jednak większego problemu, lubiłam całą trojkę. Siedziałam sobie na łóżku Pawła, on obok mnie. Jakoś nagle zaczęliśmy się przytulać, potem ja zaproponowałam że może się położymy na łyżeczki. Zrobiliśmy to, nie zważając na obecność chłopaków. Było niesamowicie. Takiej bliskości nie czułam dotąd z nikim innym. Mocno wtulałam się w niego, czując że naprawdę bliżej już nie można być. Cudowne uczucie. Mimo wszystkich wcześniejszych i późniejszych doświadczeń, z nikim nie czułam się tak blisko, bez jednoczesnego całkowitego zespolenia ciał. Samo przytulanie wystarczyło. Potem coś takiego przeżywaliśmy(notabene ja przezywałam, nie wiem czy on czuł to samo, niestety jak dotąd nigdy o tym nie rozmawialiśmy) parokrotnie. Raz, leżąc pod kocem, zaczęliśmy się całować. Wtedy myślałam że to coś znaczy, że może nasza relacja przestanie być czystko koleżeńska. Niestety zawiodłam się, dla niego to był tylko przyjacielski buziak.
Bardzo się różniliśmy, on pochodził z biednej rodziny, jego ojciec był alkoholikiem, myślę że to odcisnęło na nim swoje piętno. Może dlatego tak trudno było mu powiedzieć mi o tym cokolwiek. Jak Magdzie…
Dużo przeklinał, bardzo mi to przeszkadzało, jednak twierdził, że powinnam go zaakceptować, z całym arsenałem wad i zalet.
Mimo że po tym jak powiedział mi że buziak nic nie znaczył trochę się miedzy nami popsuło, nadal uwielbiałam jego towarzystwo. I nadal myślałam że cos z tego może wyniknąć. Aż do wakacji miałam nadzieję na coś więcej… Pod koniec czerwca zebrałam się na odwagę i porozmawiałam z nim o tym. Powiedział mi że nie jest w stanie przewidzieć co się stanie w wakacje, co będzie w przyszłości. Parę dni później podjęłam pracę w nadmorskim kurorcie. Nie wiem czy to przez brak czasu, praca była absorbująca, czy to przez cos zupełnie innego, ale zaczęłam powoli zapominać o Pawle. W zasadzie miałam wszystko o czym marzyłam dla siebie na wakacje. Praca, mieszkanie na stancji(tej samej, tyle że bez Pawła i chłopaków), przyjaciele u boku(Ruda i Michał), ratujący przed samotnymi wieczorami. O Pawle co prawda zapomniałam, ale zaczęłam czuć się strasznie samotna. Kiedy wracałam po pracy, nie wiedziałam do końca co ze sobą zrobić. Gdyby nie Ruda i Michał, nie wiem co by ze mną było.  
Paweł….. Straciłam z nim kontakt na dobrych parę miesięcy. W tym czasie poznałam Kogoś.
Potem odezwał się sam, zaprosił do siebie, wiedziałam że ma dziewczynę. Rozmawialismy jak dawniej, z nam tylko znanym akcentem. Wiem że nadal jest między nami ta nic porozumienia, nadal bardzo go lubię. Czy go kiedykolwiek kochałam? Czy tylko lubiłam? A może traktowałam jak brata? Ciężko mi powiedzieć. Mimo że teraz jestem bardzo szczęśliwa w związku, nadal zastanawiam się jak byłoby z Pawłem. Czy naprawdę do siebie nie pasujemy, czy lepiej się sprawdzimy jako kumple..? Może. I tej wersji się trzymam. 

środa, 14 grudnia 2011

Grzegorz - krótka historia naiwnej dziewczynki

Poznałam go tuż przed moimi 19. urodzinami.  Była końcówka czerwca, zapowiadało się dosyć ciepłe lato. W pracy nabawiłam się kontuzji, więc lekarz skierował mnie na rehabilitację. Tam właśnie go poznałam… Zaczęło się niewinnie.
W pewien poniedziałkowy poranek pojechałam na pierwszy zabieg. Weszłam do gabinetu, okazałam moje skierowanie.  Pani rehabilitantka ułożyła mnie na kozetce i podłączyła mi do nogi jakieś elektrody. Podczas pracy urządzenia siedziałam tam sama. Od innych byłam oddzielona białym prześcieradłem. Obok mojej kozetki było krzesło. Po chwili weszła do mnie moja mama, która przywiozła mnie wcześniej do przychodni. Rozmawiałyśmy o moim zepsutym komputerze i o przyczynie awarii. Odezwał się jakiś męski głos z boksu obok i zasugerował  rozwiązanie. W międzyczasie do mamy zadzwonił chyba wujek, że z dziadkiem coś nie tak i żeby przyjechała. Zostawiła mnie więc samą i szybko pobiegła po samochód. Ja i nieznajomy od komputera zaczęliśmy rozmawiać niezobowiązująco. Miał na imię Grzegorz. Kiedy się sobie przedstawiliśmy, odsłonił białą przesłonę i podał mi rękę. Był bez koszulki, więc było widać jego kształtną klatkę, co wywołało na mnie piorunujące wrażenie, ale nic nie dałam po sobie poznać, uśmiechając się tylko lekko.  Przystojny Nieznajomy, jak się okazało, nadwyrężył sobie rękę podczas zawodów pływackich. Był wojskowym(wówczas były jeszcze regularne pobory), pracował w pobliskiej jednostce i pochodził  z okolic Poznania.
Szybko wymieniliśmy się numerami. Odtąd spotykaliśmy się codziennie rano w przychodni, na naszych zabiegach.  Po południu bywałam u niego w jednostce, w sali odwiedzin. Nic przyjemnego. Jest się ciągle obserwowanym przez oficera dyżurnego, który siedzi sobie w pokoju tuż obok.  Cóż, po fali spotkań, całusów, przytuleń, zaprosił mnie na wyjazd na jakiś festiwal do Poznania. Zastanawiałam się dwa dni, zdecydowałam zostać w domu- za krótko się znaliśmy. Nie było go cały weekend, więc pisaliśmy do siebie wiadomości tekstowe. Mnóstwo smsów. Mieliśmy telefony w tej samej sieci, więc nie było to trudne, czy kosztowne. Zbliżyliśmy się do siebie, ja miałam wielka nadzieję na coś więcej, chyba oboje mieliśmy.  
Parę dni później wyjechał na dwutygodniowy urlop na południe Polski, do rodziny. Sam. Nie zmartwiło mnie to, za wcześnie było na poznanie jego rodziny, poza tym nadal musiałam chodzić na zabiegi rehabilitacyjne, więc jakikolwiek wyjazd był wykluczony. W tym czasie bardzo za nim tęskniłam.  
W czasie jego nieobecności także dużo do siebie pisaliśmy. Kiedy wracał, wyjechałam do niego aż do miejscowości B., oddalonej ode mnie jakieś 40 kilometrów, żeby wspólnie poczekać na pociąg do SWDN(tam mieszkałam i tam była jednostka, w której pracował). Był dosyć ciepły letni dzień, byłam w lnianej sukience do kolan i lekkiej marynarce. Poszliśmy tam na mały spacer. W drodze przystanęliśmy na chwilę i mocno się przytuliliśmy. Przeszliśmy jeszcze kawałek, po czym usiedliśmy na ławce, trochę rozmawialiśmy. Nagle zaczął się do mnie przytulać, całować. Przyjmowałam  to jako coś naturalnego, choć nie do końca mi odpowiadało i sama nie czułam takiej potrzeby. Wolałam rozmawiać, żeby się lepiej poznać, ona zaś wolał raczej kontakt fizyczny. Dziś myślę że po miesiącach spędzonych w wojsku bardzo brakowało mu ciała kobiety.
Niedługo potem okazało się że kończy służbę i wyjeżdża na stałe do Poznania. I że nie chce czekać, tęsknić, związek na odległość nie ma szans ani sensu. 
 Nasze ostateczne pożegnanie napawa mnie przede wszystkim żalem, ale też wielkim wstydem. Przed autobusem wyjeżdżającym z jednostki wojskowej, kiedy mijali nas ludzie wsiadający do niego, powiedział mi że to koniec. Oczywiście nie zrobił tego w żaden chamski sposób, był w miarę delikatny. Na tyle, na ile da się być w takiej sytuacji. Ale nie dość delikatny, żebym go nie znienawidziła. Po naszym pożegnaniu nie odezwałam się słowem, po prostu wysłuchałam co miał mi do powiedzenia i wsiadłam do czekającego obok autobusu, nie oglądając się ani razu.
Wtedy myślałam że to koniec świata, prawie płakałam. Po dojechaniu do miasta(jednostka była 3 km poza nim)szybko wysiadłam z autobusu i poszłam na spacer. Byłam wściekła, rozżalona, zdezorientowana. Przepłakałam kilka nocy, wiele razy zastanawiałam się gdzie jest i co robi, dlaczego mi to zrobił. Raz czy dwa zdarzyło się że zadzwoniłam do niego na telefon komórkowy. Napisał wtedy smsa, zapytał co u mnie.
Byliśmy razem przez krótki czas, ale wystarczyło, żeby zacząć snuć jakieś plany, myśleć o wspólnej przyszłości. Może po maturze przyjadę do Poznania na studia? Te parę miesięcy, które mnie od niej dzieliły, zdawały się nie mieć większego znaczenia. Potem najwidoczniej doszedł do wniosku, że nie chce się wiązać i ograniczać na prawie rok. Mi niestety zajęło to dużo więcej czasu. Długo nie rozumiałam, dlaczego nie dał nam szansy.
Dzisiaj myślę że nie mógł mi dać niczego bardziej cennego. Długo tego nie rozumiałam, ale teraz wiem, że zrobił dobrze, nieważne z jakiego powodu.  
Podarował mi wolność.
Wolność, która miała mi otworzyć drzwi do niesamowitej przygody. Przygody zwanej życiem. 

wtorek, 13 grudnia 2011

Michał - kochany...brat

Wczoraj wracałam po weekendzie spędzonym  w domu na uczelnię – pociągiem-  w poniedziałek zajęcia. 
Traf chciał że tym samym pociągiem jechał też on...Michał.
Poznaliśmy się we wrześniu 2007, ponad cztery lata temu. Chodziliśmy do różnych szkół, ale wspólne mieliśmy zajęcia dodatkowe. Cały czas jaki mogliśmy spędzić razem opierał się więc na zajęciach, które odbywały się dwa razy w tygodniu. Oczywiście nie po to tam chodziłam, chciałam dobrze przygotować się do matury, to wszystko. Poznanie Michała było efektem ubocznym :)
Na początku rozmawialiśmy mało, on trzymał się z innym kolega z grupy - z Marcinem. Marcin był zdolny, szybko uznał że niepotrzebne mu zajęcia, z dnia na dzień, może to był już październik, nie pamiętam, zrezygnował. To otworzyło nam- mi i Michałowi-  drzwi do bliższego poznania się - zaczęliśmy rozmawiać w trakcie zajęć, dyskutować na różne tematy, siadaliśmy obok siebie, było miło. Szybko wymieniliśmy się numerami telefonów i jako że oboje jesteśmy z pokolenia Internetu-  także numerami komunikatora Gadu gadu. Zaczęliśmy czasem wymieniać smsy czy wiadomości na gg.
Michał był nieśmiałym chłopakiem, jednak z miejsca go polubiłam, myślę ze z wzajemnością. Był rok młodszy ode mnie, nie myślałam o nim jak o potencjalnej szansie na związek,  żadne z nas nie dawało też drugiemu  nadziei na coś więcej. Właściwie od razu powiedziałam że związki z młodszymi mnie nie interesują(wyszło to w dyskusji), a on? myślę że się po prostu dostosował. Może miał nadzieję na coś więcej,  może nie, nigdy w to nie wnikałam. 
Niedługo po tym jak się poznaliśmy, zaprosił mnie do siebie na film. Kupiliśmy winko, żartowaliśmy, śmialiśmy się wspólnie, jako że to była komedia. Było po prostu miło. Jednak nie jak z chłopakiem....., ale może jak z kumplem? 
Mijały tygodnie, a my często wymienialiśmy smsy, w weekendy potrafiliśmy spędzać godziny na gadu gadu, dyskutując o życiu  marzeniach, planach. Uważałam go za dobrego ducha, który potrafił pocieszyć, nawet nie wiedząc że pociesza, rozśmieszyć, nie wysilając się zbytnio. Oboje byliśmy wtedy sami, nie było więc ograniczeń jeśli chodzi o tematy, nikomu też nie musiałam się tłumaczyć z czasu spędzonego przed monitorem. Było to dosyć wygodne. Zadziwiające że lepiej, łatwiej jakoś rozmawiało się nam na gadu gadu, niż w cztery oczy. 
Późną wiosną, niedługo przed zakończeniem kursu dodatkowego, na jaki razem uczęszczaliśmy, pani Z. koordynator kursu,  robiła nam próbny egzamin. Było to w sobotę, zatem dzień wolny od szkoły, umówiliśmy się wiec z częścią grupy na rano na wypicie winka w parku. Był piękny słoneczny dzień, więc szybko kupiliśmy wino i skierowaliśmy się do parku. Ja wypiłam chyba najwięcej, jednak wino nie było za dobre. Niedługo potem znaleźliśmy się na egzaminie, nie wiem czy było widać po mnie że coś wypiłam przed, ale dziś trochę mi głupio, bo domyślam się że tak.  Dziś na pewno bym sobie na coś takiego nie pozwoliła, jednak młodość rządzi się swoimi prawami:) 
Nadeszły wakacje,  kurs się skończył, a my nadal byliśmy w kontakcie : przez Internet i telefon(głównie smsy). Spotkaliśmy się też kilka razy.
Pisząc, przeżywam to wszystko znowu, ponownie mam 18 lat i czuję że spotkałam kogoś naprawdę wyjątkowego. Jakie beztroskie jest życie nastolatki...
Zawsze byłam spokojna, nad wiek dojrzała, Michał nieśmiały, w jakiś sposób pasowaliśmy do siebie i rozumieliśmy się dobrze. Nigdy jednak nie byliśmy razem, nie pociągał mnie jako mężczyzna, choć muszę przyznać że był naprawdę przystojny. Wysoki blondyn o niebieskich oczach  i szczupłej sylwetce z  pewnością wielu się podobał. Mi też, choć nie patrzyłam na niego w ten sposób.
Nasze drogi się rozeszły, oboje znaleźliśmy sobie kogoś, zdaliśmy maturę, poszliśmy na studia. Ja na politechnikę, on uniwersytet, niestety w innych miastach. Ciągle jednak  mieliśmy jako taki kontakt, to smsowy, to przez gg, czasem tez widzieliśmy się gdzieś przelotnie.
Wczoraj, była to niedziela, 11 grudnia 2011 roku, kiedy wracałam na politechnikę,  spotkaliśmy się na dworcu.  Były akurat urodziny Michała. W pierwszej kolejności złożyłam mu więc życzenia. Kiedy zobaczyłam go na stacji, czekającego na pociąg, uśmiechnęłam się szeroko. Zawsze, kiedykolwiek go nie spotkałam, wywoływał u mnie nieocenioną radość. Mogłam go widywać raz w miesiącu albo codziennie, nie miało to znaczenia, reakcja zawsze była ta sama. On zawsze to odwzajemniał. Notabene ma fenomenalny uśmiech.
Okazało się że jedziemy w tym samym kierunku, tylko on dalej. Już w pociągu porozmawialiśmy trochę, opowiedział jak żyje na wybrzeżu, trochę o studiach, o związku. W naszej rozmowie czuć było wręcz iskry, odżyły dawna sympatia i porozumienie. Potem, już w wynajmowanym mieszkaniu, poczułam taką wdzięczność do losu, do Boga. Najpierw zesłał mi Michała, żebym się przekonała jaki to wartościowy i przy tym superskromny chłopak, a teraz pozwolił się nam spotkać i pokazał mi go już jako mężczyznę. Michał jeszcze wyprzystojniał i zrobił się atletycznie zbudowany. Miło było nie tylko porozmawiać, ale też popatrzećJ  
Kim dla mnie jest? Hmmm…przyjacielem? A może dobrym duchem który po raz kolejny zaszedł m drogę? Żeby poprawić humor i pokazać promyk słońca w tym depresyjnym, zimowym krajobrazie? Nie wiem, w każdym razie cały wieczór byłam ogromnie wdzięczna za tą rozmowę, że dane mi było właśnie tego dnia go spotkać, znowu się wspólnie pośmiać i porozmawiać. To spotkanie, choć krótkie i ulotne, dało mi więcej niż jakakolwiek rozmowa w ostatnim czasie, a uśmiech nie schodził z twarzy długie godziny.
Choć niewiele się zmienił, dla mnie jest dojrzalszy i bardziej męski. Czemu z nim nie jestem ani nigdy nie byłam? Hmmm….bo jako para raczej byśmy się nie sprawdzili, nie jest typem jakiego szukałam. Natomiast jako kumpel, który od czasu do czasu się ze mną spotka i porozmawia, powie coś miłego jak najbardziej. Dziś z perspektywy czasu, myślę że to że nie byliśmy razem otwiera przed nami ścieżkę bycia po prostu kumplami. 

niedziela, 11 grudnia 2011

Witam!

Chciałabym napisać trochę o tym jak przeszłość wpływa na to co dzieje się w naszym dalszym życiu. Brzmi szumnie? Chce mieć miejsce gdzie mogę opisać moją przeszłość, kartka po kartce przelać na monitor rzeczy które przeżyłam parę lat wstecz. Przeszłość istnieje, możemy albo o niej zapomnieć albo pozwolić sobie na wspomnienia i budować naszą przyszłość własnie na filarach przeszłości.
Chciałabym tutaj przedstawić przede wszystkim osoby, jakie na mojej drodze postawił Bóg, jakie miałam przyjemność poznać. Mam nietypową osobowość, spokojną, trochę zamkniętą w sobie, może za to z bogatym życiem wewnętrznym...Trudno mi się zaaklimatyzować w nowych środowiskach, ludzie lubią oceniać z góry, a ja nie należę do pchających się wszędzie, byle tylko się komuś przypodobać. Mam przez to niewielu prawdziwych wartościowych przyjaciół. Chciałabym przedstawić tych wszystkich, którzy są dla mnie ważni, byli kiedyś, bądź nadal są obecni w moim życiu, moje sympatie, przyjaciółki, ludzi, którzy zdołali zmienić moją nudna egzystencję chociaż na chwilę...Nie, nie jestem desperatką, nie chce się zabić, nie chce z nikim żegnać, chce za to opowiedzieć historię. Nie jedną, złożoną z wielu małych opowiastek, składających sie w dużej mierze na moje życie.
Zainteresowanych zapraszam.
Pozdrawiam :)